piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 1

  W centrum handlowym czasem powalaja nie tylko ceny - czyli jak rozpetac cos z niczego


 http://www.youtube.com/watch?v=NMNgbISmF4I
          Wyciągnęłam Pezz z księgarni, używając niemałej siły żeby odciągnąć ją od sprzedawcy zanim blondynka przejdzie od rękoczynów. Biorąc pod uwagę to, że zapierała się ona obiema nogami, a w dodatku wsunęła dzisiaj dwa ciastka z kremem, z czego oczywiście jedno było moje (wniosek z dziś - nie odwracaj wzroku od swojego deseru kiedy Perrie czuwa) to nie dziwię się, że musiałam nieźle się naszarpać zanim wypadłyśmy ze sklepu. Usłyszałam jeszcze niemiły komentarz mojej przyjaciółki, skierowany najprawdopodobniej w stronę tego biednego człowieka, który miał nieszczęście nas spotkać w tym dniu, w którym galerią handlową rządziły prawa dżungli. Sobotni poranek września był zimy i nie zachęcał do spacerów, więc większość osób spędzała go wylegując się w łóżku lub przed telewizorem z jogurtem w ręce. Albo tak jak my - skorzystali z ostatniej okazji by załapać się na szał, w którym nie ograniczały cię żadne zasady, kto pierwszy, ten lepszy.
          Tutaj w Londynie ten szał nazywamy wyprzedażami.
          No wiecie, koniec lata, początek jesieni, a tu co? Przeceny na letnie rzeczy, ze starych kolekcji, chociaż mamy wrzesień! Jednak kogo obchodzi, że Anglię od kilku dni pokrywa warstwa liści, skoro można teraz załapać się na boskie bikini tańsze o połowę, niż w sezonie letnim? Tym właśnie sposobem nagromadziłam razem z Perrie masę mniej i bardziej potrzebnych rzeczy, które założymy najwcześniej za kilka miesięcy. Ale spokojnie, nie zraża nas to. W lecie pójdziemy na zimowe wyprzedaże i tym sposobem zaoszczędzimy.
          A właśnie jak to się stało, że w ogóle musimy oszczędzać? Jak to głosi pewna do bólu szczera piosenka Rolling Stones'ów: Bez miłości w naszych duszach i bez pieniędzy w naszych płaszczach - nie możesz powiedzieć, że jesteśmy zadowoleni. Szczególnie doskwierają nam puściuteńkie kieszenie, które są tak puste jak butelki po piwie na mojej osiemnastce. Czyli definitywnie, niezaprzeczalnie i nieodwołalnie puste.
          Przy okazji muszę się wam pochwalić! Trzy miesiące temu wydałyśmy płytę. Niestety z dość marnym skutkiem, co uświadomiłyśmy sobie przed chwilą, gdy w księgarni naszym oczom ukazała się półka stojąca gdzieś w kącie, nie na widoku. Była zapełniona egzemplarzami naszej płyty, a skoro była zapełniona to znaczy, że nikt nie kupuje tego badziewia, prawda? Oczywiście, zarówno ja, jak i Perrie uznałyśmy, że uratujemy sytuację i kupimy sobie nawzajem po naszej własnej płycie w akcie samouwielbienia. Jednak kiedy spojrzałyśmy na cenę, to zrobiłyśmy to, co widocznie robi większość ludzi ją widząc - stwierdziłyśmy, że wolimy kupić sobie więcej ciuchów, bo widocznie nie dany jest nam luksus słuchania naszych wokali.
           Tym sposobem wyleciałyśmy ze sklepu, bo sprzedawca nie miał poczucia humoru i nie spodobało mu się, że wraz z Pezzą zaczęłyśmy przekładać biografię naszego ulubionego zespołu Aerosmith do działu z religią. Tak, wiem niezwykle ambitne przedsięwzięcie, ale żeby to ogarnąć trzeba po prostu być nami. Na dodatek wszystkiego po dłuższej szarpaninie by odciągnąć od sprzedawcy moją zapierającą się przyjaciółkę nagle olśniło i przestała stawiać opór, przez co w skutek mojego szarpnięcia obie wylądowałyśmy na podłodze przed sklepem wykonując epicki ślizg i obijając sobie duże mięśnie pośladkowe (tak, moi drodzy, właśnie tak profesjonalnie nazywa się ten niedoceniony narząd okrzyknięty przez was dupą). Po chwili wciąż jęcząc jakoś udało nam się zebrać swoje zwłoki z podłogi i chwiejnym krokiem podeszłyśmy do ławki, na której umieściłyśmy naszej poobijane zadki.
- Nienawidzę... wyprzedaży... - wymruczałam pod nosem, akcentując każde słowo po kolej.
- Ale za to udało nam się kupić mnóstwo szałowych rzeczy... które założymy najprawdopodobniej dopiero w czerwcu, ale kogo to obchodzi! - Perrie jak zwykle znalazła dobrą stronę naszych zakupów, i mimowolnie na moje usta wkradł się leniwy uśmiech. Blondynka, jakby czytając w moich myślach wyciągnęła z jednej z wielu torebek z zakupami butelkę z wodą. Jakim cudem znalazła ją w pierwszej torbie, skoro miała ich co najmniej dziesięć? Nieważne. Wyciągnęłam w jej stronę ręce, niczym spragniony wędrowiec na pustyni, proszący o jakikolwiek ratunek przed okrutną śmiercią z odwodnienia. Pezz upiła łyka po czym podała mi butelkę. Po chwili poczułam jak cieczy zwilża moje wargi i spływa do gardła, momentalnie ochładzając organizm. O tak, w takich chwilach nawet zwykłą woda mineralna to iście boski napój.
          Nagle moje uszy zarejestrowały piski i krzyki i mimowolnie skierowałam tam moje zmęczone oczy. Tłoczył się tam tłumek dziewczyn, głównie nastolatek, które pokazywały sobie coś palcem, co jakiś czas wybuchały śmiechem, a kilka z nich chyba nawet... płakało? Cóż, jednym słowem robiły niezłe zamieszanie.
- Ciekawe, co tam się dzieje. - mruknęłam pod nosem odwracając wzrok na moją przyjaciółkę, która również przyglądała się zbiegowisku.
- Pewnie jakaś wyprzedaż. - wzruszyła ramionami blondynka.
- A płakałaś kiedyś, bo zobaczyłaś buty na wyprzedaży? - machnęłam lekko głową w kierunku rozhisteryzowanych dziewczyn.
- To może jakaś niesamowita wyprzedaż. - Perrie widocznie nie miała teraz głowy by się nad tym zastanawiać. - Ale nawet jeśli spuszczają cenę o połowę, to mam to w mojej obolałej dupie, nie mam siły, pieniędzy i chęci, żeby cokolwiek kupić. Chodźmy do toalety, bo niepotrzebnie żłopałam tyle wody i wynośmy się z tond.
          Pokiwałam nieznacznie głową i z trudem poniosłam się z ławeczki. Gdy udało nam się pozbierać wszystkie nasze torby z zakupami podążyłyśmy w stronę, gdzie według zielonego znaku wiszącego na ścianie powinny znajdować się toalety. Drzwi do sekretnych pomieszczeń, w których można było załatwić potrzebę znajdowały się w wąskim korytarzyku. Perrie bez zastanowienia weszła do pomieszczenia wyraźnie wyznaczonego do użytku dla inwalidów. I nie, nie dlatego, że jest upośledzona umysłowo, chociaż nie jestem tego pewna bo nie stać nas na badania, lecz dlatego, że jest to największa toaleta i nigdy nie ma do niej kolejki. Prosty sposób na uzyskanie większego komfortu podczas oddawania potrzeb, nie? A jakby co, to kto mi udowodni, że Pezz nie ma trwałego uszkodzenia mózgu? To, że jest blondynką tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że mi uwierzą.
          Oparłam plecy o ścianę i odetchnęłam z ulgą gdy przez moją cienką bluzkę poczułam, że jest chłodna. Zakupy potrafiły męczyć jak maraton olimpijski. Nieświadomie zaczęłam nucić piosenkę lecącą z małych głośników przy suficie. Serio, muzyka w toalecie? I to ma Ci pomóc przy załatwieniu swoich potrzeb? Może ma cię zrelaksować, żebyś łatwiej ... Nie, dobra, nie ważne.
- Ooo-oh baby! I just want you to dance with me tonight!
          Tak, serio. Śpiewałam Olly'ego Mursa w publicznej toalecie, czekając na przyjaciółkę, która relaksowała się przy moim śpiewie siedząc na tronie, nie byle jakim, bo dla inwalidów. W sumie to traci sens dopiero kiedy zaczynasz się nad tym zastanawiać.
          Na szczęście nie musiałam dłużej się głowić nad bezsensem mojego życia, bo z toalety wyszła Perrie z błogim uśmiechem, który mówił "Nawet nie wiesz jak mi ulżyło...".
- To co, uznajemy zakupy za skończone i idziemy do Jesy i Leigh na późne... przepraszam, bardzo późne śniadanie? - spytała blondynka patrząc na zegarek. Było po pierwszej, bo do galerii wyskoczyłyśmy rano, by zdążyć na wyprzedaże przed innymi, a znając życie nasze przyjaciółki dopiero wstały.
- Tak, jak najbardziej tak. - odpowiedziałam ruszając w stronę wyjścia. - O Matko Przenajświętsza, Chrystusie Niebieski i reszta tych tam u góry, nawet nie wiecie jak bardzo bolą mnie nogi, i tyłek też mnie boli i wiesz co lędźwie też mnie bolą...
          Nie skończyłam jednak mojego monologu i Perrie nie mogła się dowiedzieć, co jeszcze mnie boli ponieważ nerwy na środku mojego czoła odnotowały niespodziewane uderzenie. Poinformowały mnie o tym natychmiast, w skutek czego moja głowa zaczęła pulsować nieznośnym bólem. Na dodatek siła uderzenia odrzuciła mnie w tył, przez co upuściłam wszystkie torby z zakupami wylądowałam po raz kolejny na nieszczęsnym mięśniu pośladkowym, który swoją drogą teraz już na pewno pokryje się fioletową barwą. Jestem przekonana, że jutro obudzę się z takim siniakiem, że odechce mi się siedzenia na najbliższy tydzień. Pezz, gubiąc przy tym kilka swoich cennych zakupów kucnęła przy mnie, a jej ręce automatycznie wystrzeliły do mojej głowy, sprawdzając czy aby na pewno jest na miejscu.
- Jade, nic ci nie jest? Pamiętasz jak masz na imię? - tak, tylko Perrie może wpaść na genialny pomysł najpierw zwracania się do mnie po imieniu, a następnie pytanie się czy je pamiętam - Ile lat ma twój teść?
- Kurde, Perrie ja nie mam teścia!
- Ooo Jade, ty pamiętasz moje imię!
- Gdzie jest ta parszywa kreatura... zabiję...a potem będę trzymać o chlebie i wodzie w piwnicy...a potem zabiję... - zaczęłam się rozglądać za sprawcą nie zwracając uwagi na Perrie, która najpierw stwierdziła, że niczym profesjonalny lekarz zacznie zaglądać mi do oczu święcąc w nie małą latarką, a później zaczęła lamentować, że takowej latarki nie posiada. Tymczasem ja namierzyłam mój cel, którym okazał się bliżej niezidentyfikowany szatyn. Wymruczałam pod nosem jakąś kolejną groźbę i podniosłam moje zwłoki z podłogi. Ruszyłam korytarzem by dopaść sprawcę mojego upadku i winowajcę mojej bolącej du... znaczy się mojego bolącego dużego mięśnia pośladkowego, a za mną pobiegła Pezz krzycząc coś o tym, że mogę myśleć nieracjonalnie, i że trzeba mi zrobić rezonans magnetyczny głowy.
- Hej, ty! - krzyczałam dopóki chłopak nie odwrócił się, bo widocznie jego godność nie pozwalała mu na zrobienie tego od razu - Skoro już uderzyłeś kogoś drzwiami, to może byś łaskawie przeprosił?
- To może byś tak łaskawie następnym razem nie przechodziła tak blisko ściany? - odpowiedział bezczelnie, a w tym samym czasie przybiegła zdyszana blondynka z okrzykiem, że ma latarkę w telefonie i zaraz profesjonalnie zbada, czy nie zostałam poważnie uszkodzona, i czy wiem, ze jeśli będę miała żółte oczy to być może choruję na wirusowe zapalenie wątroby. Szatyn wywrócił młynka oczami i zwiał korzystając z rozproszenia mojej uwagi, która skupiła się teraz na wejściu smoka, które wykonała Perrie. Zdezorientowana zaczęłam na zmianę patrzeć to na moją przyjaciółkę starającą się poświecić światłem z telefonu w kierunku mojego oka, to na oddalającego się bezczelnego typa z publicznej toalety - swoją drogą to całkiem niezła ksywka, nie? - do którego dołączyła czwórka jakiś innych chłopaków. Cóż widocznie normalnie wszyscy czekają na przyjaciół na zewnątrz korytarza z toaletami, a nie tak jak ja i Pezz po prostu chodzimy razem.
          - Jade, nie ruszaj się chwilę, zaraz zbadam cię na wirusowe zapalenie wątroby, ale nie odwracaj głowy! I nie wywracaj oczami, bo nie widzę czy ci białko w oczach zżółkło! A tak w ogóle to potrzymaj, bo muszę mieć wolne ręce. - powiedziała wciskając mi w rękę małą butelkę z mineralną wodą.
- Pezz, poczekaj chwilkę, dobrze? - powiedziałam, po czym zerwałam się i pobiegłam w kierunku, gdzie zniknął antypatyczny koleś z toalety publicznej, po drodze odkręcając butelkę z mineralką. Przyjaciółka jednak mnie nie posłuchała, bo słyszałam, że biegnie za mną. To zabawne, bo przecież obie nie miałyśmy już siły żeby chodzić po sklepach, a jak przyszło co do czego to sprężyłyśmy nasze siły witalne. Lekko rozlewając po drodze wodę w końcu dobiegłam do tej grupki i wylałam szatynowi całą zawartość butelki na głowę.
          Potem wszystko stało się strasznie szybko. Usłyszałam przekleństwo, kilka głosów zaczęło się przekrzykiwać, a Perrie pociągnęła mnie za ramię do tyłu.
- Przykro mi, że w taki sposób trzeba uczyć cię szacunku dla innych... następnym razem wystarczy przepraszam. - uśmiechnęłam się wyjątkowo sztucznie do całego mokrego pana "następnym-razem-nie-przechodź-tak-blisko-ściany".
- Jade, przestań. - Perrie rzuciła mi spojrzenie pełne wyrzutu. O co jej chodzi? - Przepraszam za przyjaciółkę, ma lekkie problemy z nerwami...
- Tego akurat trudno nie zauważyć.. - odezwał się jeden z nich, który wyglądał niczym mop do podłóg z tą burzą włosów na głowie. Hej, to nawet zabawne, może wytrzeć mokrą posadzkę naokoło swojego przyjaciela!
- Mam nadzieję, że nic takiego się nie stało i wszyscy o tym zapomnimy... - kontynuowała Perrie, ciągnąc mnie coraz bardziej do tyłu. Ej zaraz, jak to nic się nie stało? Moja dolna partia ciała ucierpiała i to poważnie!
         Gdy już rozeszliśmy się nie wytrzymałam i wybuchłam.
- Dlaczego do jasnej cholery zaczęłaś przepraszać tą bandę idiotów, którym lakier do włosów przeżarł mózgi?
- Jade kochanie, kojarzysz może ten radosny zespolik za którym teraz szaleją wszystkie dziewczyny i chłopcy, którzy poczuwają się dziewczynami? No wiesz, ten od Let’s go crazy, crazy, crazy till we see the sun. I know we only met...
- But let's pretend it's love. - dokończyłam śpiewanie za Perrie. - Taaak, a po jaką cholerę zmieniasz nagle temat?
          Blondynka wzięła kilka głębokich wdechów próbując się uspokoić i zachować spokojny wyraz twarzy. Zamknęła oczy i chyba policzyła se w myślach do dziesięciu po czym wyrzuciła z siebie z nieukrywaną paniką:  
- Bo właśnie wylałaś jednemu z nich moją wodę mineralną na głowę.

_________________________________________________

http://www.youtube.com/watch?v=5Sfm5PgHcH0
          Nienawidzę centrum handlowych. Cholernie ich nienawidzę. Dlaczego? Ponieważ kojarzą mi się z zakupami, a zakupy przypominają mi Eleanor. A myślenie o Eleanor wprawia mnie w kurewski nastrój.  Może powinienem wymyślić jej jakieś przezwisko, coś w stylu dwulicowa hipokrytka, albo jadowity zdrajca? Tak, to brzmi dobrze, cholernie dobrze.
          Teraz, kiedy nareszcie jesteśmy jak najdalej od tej pieprzonej galerii, w której mieliśmy podpisywanie płyt i od wszystkie co przypomina mi o Eleanor - znaczy się o dwulicowej hipokrytce, można jeszcze dodać, że lecącej na dwa fronty - nareszcie mogę normalnie myśleć. Wyjdziesz z tego jednego wielkiego gówna, jakim są centrum handlowe i od razu czujesz świeże powietrze.
- Moje nogi pachną cudnie, rano wieczór i w połuuuudnie! A najlepiej pachną latem, zajeżdżają aromatem leśnych ziół! Gdy powąchasz jedną nogę, to upadniesz na podłoooogę! Gdy powąchasz obie nogi, to nie wstaniesz już z podłoooogi!
          Jednak wykrzywiłem usta w grymas gdy natknąłem się w salonie na chłopaków, którzy jak zwykle wydurniali się, z drącym się Niallem i Harrym na czele. 
- Ser pleśniowy jest zbyt drogi, więc powąchaj moje nooooogi! 
- Kurwa, ogarnijcie się. Wieczne dzieciaki. - już zaczynam żałować, że nie zostałem w swojej sypialni. Mieszkanie z czwórką niewyżytych napaleńców, powoli aż za bardzo daje mi się w znaki. Po chwili Horan podetknął mi pod nos swoje skarpety, które swoją drogą śmierdziały jakby nosił je tydzień. I przeraża mnie, że w jego przypadku to całkiem możliwe.
- Nie pierdol głupot, Louis i nie udawaj, że jesteś poważny!
- Ej, faktycznie ogarnijcie się już! Danielle zaraz przychodzi... -oczywiście teraz głos zabrał Daddy. Danielle zaraz przychodzi... mogłem się domyślić. Pieprzone gołąbeczki. Kiedy nie ma jej w pobliżu Liam cały czas do niej pisze, a gdy tylko mamy przerwę, Daddy zaraz znika i wolę nie myśleć co wtedy razem robią. A wy tym bardziej o tym nie myślcie, zboczuchy jedne, pewnie nie macie jeszcze szesnastki! Ja w waszym wieku nie byłem nawet w połowie tak zdemoralizowany jak wy.W każdym razie wracając do Daddy'ego to jest z nią szczęśliwy, nawet jeśli ja jestem jedyną osobą, która nie potrafi tego zaakceptować i wciąż z nią nie rozmawia. Kiedy Liam na nią patrzy, cała twarz mu się rozświetla i wydaje się, że ona jest jego słońcem.
          Tak, wiem obrzydliwe. Ew!
          Dalej nie udało mi się rozgryźć dlaczego Daddy w ogóle z nią jest - nie licząc tego, że jest szczęśliwy, ale ja udaję, że tego nie widzę - skoro wiadomo, że ona i tak go zostawi. Przecież sam wyraz KOBIETA to bardzo chytrze zamaskowany skrót od Każda Okazja By Imponować i Emanować Tanim Asortymentem. A poza tym nawet jeśli jakiś obłudny babsztyl wmawia ci, że cię kocha i że chce być z tobą do końca życia to potem i tak znajdzie kogoś innego kogoś kto.. zaraz, zaraz jak to szło? Może być przy niej kiedy ona tego potrzebuje. Więc nie, ona nie będzie tkwiła w tym bezsensownym związku i zostawi cię bo nie byłeś dla niej wystarczający. Ale najlepsze walnie na koniec, bo co ci powie na odchodnym? Przecież możecie wciąż być przyjaciółmi. No tak zajebiście, przecież nie pomyślałem o tym rewelacyjnym rozwiązaniu, dzięki za przypomnienie!
          Tak, wiem minęły miesiące a ja dalej to rozpamiętuje, ale czy ja was kurwa o zdanie pytałem? Nie? Więc nie wmawiajcie mi, że jestem uparty i że powinienem odpuścić i żyć dalej. To jest moje życie i będę do cholery robił to co mi się podoba. Nie jesteście mną, nawet nie potraficie wyobrazić sobie jak to jest, kiedy kobieta, którą kochacie znajduje sobie kogoś lepszego, w końcu tak najprościej i po wszystkim co razem przeszliście ona po prostu zdecydowała, że nie jesteś wystarczająco dobry i poddała się. Nie potraficie sobie wyobrazić jak to jest być odrzuconym w ten sposób, kiedy najważniejsza osoba w twoim życiu odwraca się od ciebie. Nie potrzebuje waszego współczucia, współczucia chłopaków i współczucia każde dziewczyny, którą niestety musiałem spotkać. Jestem sam, bez żadnej pieprzonej kobiety, która tylko by mi wypominała, że na świecie są lepsi ode mnie i dobrze mi z tym.
          A tak właściwie o czym ja mówiłem? A tak, Liam i Danielle, nasze pieprzone gołąbeczki. Ale już niedługo nie będę widział jak się do siebie ślinią przez kurewsko długi czas, ponieważ za niecały miesiąc wyjeżdżamy, żeby rozpocząć trasę promującą nasz drugi album.
           Kiedy jestem w trasie nagle olśniewa mnie i przypomina sobie dlaczego jestem w One Direction, dlaczego poszedłem do X Factor'a. Kocham muzykę, kocham śpiewać i kocham być na scenie. Nagrywanie nowego albumu, sława, podróże no i zapłata - to wspaniałe, ale i tak najlepszą częścią tego wszystkiego są zawsze trasy koncertowe, a ta ma być jeszcze lepsza od poprzedniej, ponieważ będzie to nasza pierwsza samodzielna trasa, na naszych warunkach.
          Zaczynamy od Ameryki Północnej, potem objeżdżamy Europę i wracamy do Ameryki. Na koniec trasy koncertujemy w Australii, a zwieńczeniem jej są dwa koncerty w Azji, a konkretniej w Japonii. Zajmie nam to ponad rok, ale to jest właśnie najlepsze. Cały rok bez żadnych pieprzonych kobiet, tylko muzyka, przyjaciele i to co naprawdę kocham robić. W dodatku ponieważ trasa trwa tak długo, zabieramy ze sobą sprzęt i będziemy pracować nad naszym trzecim albumem w drodze.
          Wspaniale, prawda? Nie mogę się doczekać.
          W dodatku nasz menadżer, Paul wpadnie do nas za chwilę by ogłosić nam dobre wieści. Nie wiem co może uczynić trasę jeszcze lepszą, ale na szczęście to opóźni przyjście Danielle i może uda mi się zwiać, żeby nie musieć się z nią witać.
           Jak na zwołanie do pokoju wmaszerował Paul, ze swoim wielkim uśmiechem pod tytułem Chłopcy, podziwiajcie mnie, jestem genialny. Taak, jestem ciekawy co tym razem wymyślił. Pewnie jakiś tajemniczy sposób, w jaki może się na na wzbogacić bo zwykle na tym polega geniusz Paula.
- Chłopcy, jestem genialny! - taaa, to już słyszeliśmy. - Jak wiecie wasz support wycofał się w ostatniej chwili i nie pojedzie z wami w trasę, ale za to znalazłem inny zespół, który będzie otwierał wam koncerty!
- Czyli konkretnie? - zapytał Harry, ponieważ chyba wszyscy chcieli jak najszybciej skończyć tą rozmowę, by Paul z powrotem nie zszedł na temat opiewania swojego geniuszu.
- Little Mix! - nasz menadżer wypiął pierś dumny z siebie, że zapamiętał jakiegoś innego zespołu niż nasz, a ja zmarszczyłem czoło.
- A co to do cholery jest Little Mix?
- Girlsband, który jedzie z wami w trasę.
          Nie, przepraszam chyba się przesłyszałem. To nie mogło się wydarzyć. To nieprawda. To tylko koszmar, a ja obudzę się, słońce będzie nade mną świecić i wszystko będzie dobrze.
          Ale Paul uśmiechał się dalej, z dumnie wypiętą piersią, a raczej swoim piwnym brzuchem, a ja czułem, że spojrzenia wszystkich spoczywają na mnie.
          Kurwa, a więc myliłem się, mówiąc, że ta trasa będzie cudowna, bo nie będzie na niej żadnych kobiet.


          


         

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Prologue

Jeden wielki pisk - czyli sławo, oto nadchodze!


http://www.youtube.com/watch?v=KlxoG9gNZU4
          - A zwycięzcą X Factor'a w roku 2011 jest ...
Czuliście kiedyś jak wasze serce lata wam od żołądka do gardła i od żołądka do gardła i znowu od żołądka do gardła? Tak jakbyście właśnie co najmniej przebiegli maraton, poganiani przez goniące was ... no nie wiem, wygłodniałe dziki (powiedziałabym wściekłe psy, ale to by było zbyt... przewidywalne, no wiecie mało oryginalne)? Zabawne jest to że stoję w miejscu i jedynym wysiłkiem fizycznym jaki wykonuję jest ściskanie za rękę Tulisy i osoby stojącej po mojej lewej stronie.
          Właściwie nawet nie zauważyłam, że to jest Leigh. Wpatrywała się w czubki swoich butów i choć nie robiła tego przez cały dzień, to nagle musiały stać się one wyjątkowo interesujące. Nie mogąc pocieszyć się jej spojrzeniem, które powinno wyrażać jakieś motywujące przesłanie, uścisnęłam mocniej jej dłoń, by choć trochę załagodzić tępy ból, bo moje serce właśnie odbiło się od żołądka niczym od trampoliny i powędrowało w stronę mojego gardła.
          Wracając, do pytania początkowego- wiecie jakie to jest uczucie? Tak cholernie nieprzyjemne, że masz ochotę zwymiotować to serce, najlepiej razem z żołądkiem i przełykiem. I mało Cię wtedy obchodzi, czy twój układ pokarmowy będzie kompletny, co będzie przesuwało pokarm i co wstępnie strawi białka. Chociaż zaraz, skoro o tym myślę, to chyba znaczy, że mnie to obchodzi?
          Zaraz, zaraz czy abym nie powiedzieli kto jest zwycięzcą i tylko ja głupia nie usłyszałam bo rozmyślałam o procesie odżywiania? Chyba nie, bo wszyscy dalej siedzieli w ciszy i wpatrywali się w prowadzącego, który oczywiście musi przed ogłoszeniem wyników zrobić masakrycznie długą przerwę, żeby budować dramatyczne napięcie. Gościu, nie widzisz, że jest już tak dramatycznie, że zaraz zwrócę mój ostatni posiłek i kilka narządów z mojego układu pokarmowego?!
          Ciekawa jestem ile czasu minęło. Może minuta, dwie, kilkanaście... Pobyt w programie minął równie szybko. Pamiętam jak połączyli nas w grupę, jak dostałyśmy się do występów na żywo. Nasze wzloty jak przejście do finału i wygranie półfinału.
          I nasze upadki.
          Jak dziewczyny nauczyły mnie wstawiać samodzielnie pranie. 
Tak wiem, to dziwne żeby w moim wieku tego nie potrafić. I właśnie dlatego zaliczam to do upadków, a nie do wzlotów, chociaż swoją drogą to był mój życiowy sukces!
          Kiedy Perrie spadła ze skrzyni przed śpiewaniem E.T. na żywo.
Cóż, to było dość zajebiste uczucie, zaraz masz występ na żywo, a twoja przyjaciółka tak po prostu zalicza epicką glebę. A potem jeszcze nie odbiera bodźców z otoczenia. Sytuacja została okrzyknięta potem najbardziej żenującym momentem w życiu blondynki, plasując się w rankingu zaraz przed tym, kiedy spadała ze schodów, bo pisała SMS-a.
          Doprowadzenie Jesy do stanu wściekłości absolutnej bekaniem prosto w jej twarz.
No akurat to było zabawne! W sumie właśnie, było dopóki nie zastanowiłyśmy się nad głębszym sensem tej operacji. Ale oczywiście zanim zaczęłyśmy myśleć, co swoja drogą zdarza nam się wyjątkowo rzadko, Jesy zdążyła już nabrać żądzy mordu.
          A teraz stoimy w niepewności, przyglądając się swoim butom lub rozglądając się nie pewnie dookoła i czekamy na wyniki. Zaszłyśmy tak daleko, nie chcę teraz wracać do domu. Nie chcę zostawiać dziewczyn po tym wszystkim co razem przeszłyśmy. Ale jeszcze bardziej nie chcę stać tu w niepewności, bo czuję się jak idiotka kiedy wszyscy na mnie patrzą, a ja muszę stać jak głupia i czekać. W dodatku jeszcze do mnie nie dociera, że to, co za chwilę ogłoszą odeśle mnie do szarej monotonni codzienności, w której udział w programie będzie snem małej dziewczynki, marzeniem, które nigdy się nie spełniło albo zmieni moje życie nie do poznania.
- Little Mix!
          Pisk, który dobiegł w tej chwili do moich uszu była tak ogłuszający, że miałam ochotę zatkać je i skrzywić się, jak po wypiciu szklanki wódki. Zaraz, zaraz powiedzieli Little Mix?! O w mordę jeża chyba wygrałyśmy! Złapałam się za głowę, chcą zacząć wyrywać z niej włosy, a moje usta otworzyły się w niemym okrzyku.
          Nie było mi dane jednak przejść do umartwiania mojej głowy i włosów, gdyż po chwili zostałam pochwycona do wspólnego uścisku na "misia". Przed tym jak mimowolnie z moich oczu popłynęły łzy szczęścia ujrzałam że uwiesiłam się z jednej strony na Jesy, a z drugiej na Leigh stykając się tym samym głową z Perrie, na której twarzy widziałam ogromnego banana.
          Po chwili pogubiłam się kogo tulę, dlaczego płaczę skoro to jeden z najlepszych dni w moim życiu i czy prowadzący podtyka mi właśnie mikrofon, bo chce żebym coś powiedziała. Słyszałam jak Leigh krzyczy obok mnie: O mój Boże, o mój Boże! Chyba nie była świadoma, że mówi do mikrofonu i jej głos słychać na całej sali. Po Leigh ja zaczęłam przez łzy mówić jak to dziękujemy wszystkim, którzy nas wspierali i jakie jesteśmy szczęśliwe, ale robiłam to tak chaotycznie, że prowadzący postanowił z powrotem sam przejąć inicjatywę. Zaczął rozmawiać z Markusem, który zajął ostatecznie drugie miejsce, zaraz za nami. Właśnie zaraz za nami. Jak to cudownie brzmi, prawda?!
          Po chwili utonęłam w potoku słów, które wyrzucała każda z naszej czwórki, a po chwili przerodziło się to w jeden wielki pis zwycięstwa. Ponownie zaczęłyśmy się ściskać i nie wiedziałam już, kto jest obok mnie, czyja ręka mnie obejmuje, kto drze mi się do ucha i kto szlocha łzami szczęścia w moje ramię.
- To jest wasz zwycięski singiel, wasz debiut. Jak się czujecie?
Dopiero po chwili zorientowałam się, że to prowadzący znów do nas podszedł i trzymał w ręku płytę. O matko, on trzymał w ręku płytę z naszym singlem! Na jego widok ja i Leigh padłyśmy sobie w ramiona bo byłyśmy najbliżej siebie, Perrie i Jesy znów zaczęły powtarzać: O mój boże! i mamrotać coś w stylu: To niemożliwe!, a nasza mentorka Tulisa chwyciła, a wręcz wyrwała prowadzącemu płytę i zaczęła wymachiwać nią jak dziecko, które pokazuje rodzicom nową zabawkę od Świętego Mikołaja. Usłyszałam jak ktoś jeszcze raz powiedział do mikrofonu Dobry Boże, a potem prowadzący zapowiedział:
- Jesteście gotowe by zaśpiewać jeszcze raz dzisiejszego wieczoru? Panie i panowie oklaski dla Little Mix!
          Zadziwiająco szybko zostałyśmy na scenie same, a na sali zrobiło się cicho. Powoli, bojąc się, że głos zacznie mi drżeć od nadmiaru emocji i łez zaczęłam:

There’s still a little bit of your taste in my mouth.
There’s still a little bit of you laced with my doubt.

Tutaj, czując jak Jesy mocniej ścisnęła moją rękę, zaśpiewałam już pewniej i uśmiechnęłam się przy tym:

It’s still a little hard to say what’s going on.

Perrie, obejmowana przez Leigh zaczęła śpiewać dalszą część zwrotki, spoglądając przy tym na każdą z nas po kolej i nie pomijając żadnej przy obdarowywaniu promienny uśmiechem:

 There’s still a little bit of your ghost, your witness.
There’s still a little bit of your face, I haven’t kissed.
You step a little closer each day.
That I can’t say what’s going on.


Ostanie słowa, co się dzieje po prostu powiedziała do mikrofonu powodując wybuch śmiechu przez cztery idiotki, które właśnie stały na scenie i wygrały. Nasz chichot godny ludzi zbiegłych z psychiatryka rozniósł się po sali, a po chwili z trudem się opanowując zaczęłyśmy refren:

Stones taught me to fly.
Love taught me to lie.
Life taught me to die.
So it’s not hard to fall.
When you float like a cannonball.


Gdy przyszedł czas na Leigh tłum podniósł ręce i zaczął się kołysać. Kątem oka spostrzegłam, że Tulisa robi to samo, co tylko poszerzyło banana na mojej twarzy:

There’s still a little bit of your song in my ear.
There’s still a little bit of your words, I long to hear.

 
You step a little closer to me.
So close, I can´t see what’s going on.



Jesy zakończyła swoją część zwrotki przeciągłym Whoaooo powitanym okrzykiem przez publiczność.


Stones taught me to fly.
Love taught me to lie.
So come on courage, teach me to be shy.
’Cause it’s not hard to fall.
When you know that you just don’t know.


Drżącym głosem zaśpiewałam moją ostatnią partię piosenki, szczęśliwa jak nigdy bo w końcu dotarło do mnie, to co stało się przed chwilą.

 Stones taught me to fly.
Love taught me to lie.


So come on courage, teach me to be shy.
’Cause it’s not hard to fall.
When you float like a cannonball.



         Nie dane nam było dokończyć refren ponieważ na scenę wypadli pozostali uczestnicy programu i po chwili utonęłam w morzy uścisków krzyków i kolorowego confetti. Co jakiś czas było słychać głośniej czyjś krzyk, gdy wydarł się do mikrofonu, a w tle usłyszałam jak piosenka leci dalej, ale nie obchodziło mnie to. Wzrokiem odszukałam blond szopę Perrie i rzuciłam się na nią z piskiem godnym zakupoholiczki, która ujrzała wyprzedaż co najmniej o pięćdziesiąt procent. Po chwili leżałyśmy na podłodze drąc się, czochrając sobie włosy i uważając by nie zostać nadepnięte przez tłum nóg naokoło nas. Po chwili jęknęłyśmy, gdy poczułyśmy na sobie żywy ciężar w postaci Leigh, a następnie wydarłyśmy się gdy skoczyła na nas już nie tak lekka Jesy. Po chwili byłyśmy już tylko plątaninom rąk, nóg i głów, w której nie można nic odróżnić o siebie ale dalej śmiałyśmy się jak idiotki, którymi niewątpliwie byłyśmy.
- Dziewczyny, czemu się śmiejemy, to przecież poważna sytuacja!
- Wszystkie skończymy w psychiatryku!
- Oby tylko w jednym!
          Gdy zamknęłam powieki, przed oczami pojawił mi się widok plaży w Los Angeles i ogromy napis Hollywood. Tak świecie, przygotuj się dobrze.
          Przygotuj się, nadchodzę ja - Jade Thirlwall.

_________________________________________________

http://www.youtube.com/watch?v=dpmAY059TTY
          - Louis, musimy porozmawiać. - powiedziała po chwili milczenia Eleanor. Taa super, tyle to i ja wiedziałem. Przecież przyjechałem do się z nią zobaczyć, ponieważ powiedziała, że ma mi coś ważnego do powiedzenia. Jakaś część mnie bała się tej rozmowy, ponieważ od jakiegoś czasu nie było między nami tak wspaniale jak dawniej. Ale jakaś część mnie mówiła, że Eleanor chce porozmawiać, ponieważ właśnie wróciłem z trasy i się stęskniła. Tak, to na pewno dlatego. Porozmawiamy i wszystko będzie w jak najlepszym porządku. Wszystko będzie jak dawniej.
- Możesz mi powiedzieć wszystko - stwierdziłem zgodnie z prawdą. Uwielbiałem jej głos. Pewnie dlatego nie przeszkadzało mi, że Eleanor była gadułą, jak ja. Dla mnie mogła mówić godzinami, a ja godzinami mogłem jej słuchać.
- Na początku chcę żebyś wiedział, że walczyłam o nas, Lou, naprawdę robiłam wszystko co w mojej mocy. Ale... ale to mnie przerosło.
Nie odpowiedziałem jej. Po prostu wpatrywałem się w nią i czekałem, aż będzie kontynuować.
- Na początku byliśmy idealni. Myślałam, że możemy pokonać wszystko, że nie ma rzeczy, która może stanąć pomiędzy nami. Byłam przekonana, że nasza miłość jest silniejsza, ale... myliłam się. 
          Zdrętwiałem, próbując zrozumieć sens wypowiedzianych przez nią słów, próbując zrozumieć do czego zmierza. Do czego zmierza z nami.
- Odległość nas przerosła. Twój świat mas przerósł. Zaczęłam studiować i nikt z moich przyjaciół nie ma takiego problemu, jak ten. Wszyscy, którzy są w związkach nie muszą martwić się o rzeczy, o które my musimy. Oni mogą być razem codziennie, w każdy weekend, a my? Przy odrobinie szczęścia mogę cię zobaczyć raz na trzy miesiące.
- Ale teraz byliśmy w trasie. Teraz jesteśmy tutaj i ...
- Ale będą następne trasy. I wiele innych. Teraz jesteś tutaj, ale nie będziesz tutaj bardzo długo, prawda? Znowu będę samotna. Wiem, że to brzmi samolubnie, ale potrzebuję ciebie tutaj. Potrzebuję ciebie przy sobie, a ciebie nie ma.
          Czuję, że moje serce się zatrzymało.
          Chciałem jej powiedzieć, że się myli, że to nie tak, ale nie mogłem, po prostu nie mogłem. Wiedziałem, że ona ma rację. Teraz jestem tutaj i prawdopodobnie zostanę przez najbliższe dwa miesiące, ale potem znów wyjadę. Zawsze jest jakieś miejsce, inny kraj to odwiedzenia. Moje życie jest ciągłą drogą która nie zatrzymuje się na długo, o ile w ogóle się zatrzymuje tutaj, w Manchesterze.
- Spotkałam kogoś, Louis. Nie! Nie zdradziłam cię, nic takiego między nami nie zaszło, więc nie patrz na mnie takim wzrokiem. Studiujemy ten sam kierunek i czasami mamy razem zajęcia. Kilka miesięcy temu powiedział mi, że chciałby być kimś więcej niż tylko przyjacielem. Powiedziałam mu, że jestem z tobą, a kiedy on zapytał gdzie w takim razie jesteś w tym momencie uświadomiłam sobie wszystko. Kiedy on mi powiedział, że mógłby być ze mną, naprawdę ze mną, uświadomiłam sobie jak bardzo tego potrzebuję. Louis - popatrzyła mi w oczy i zobaczyłem, że to całe wyznanie nie jest dla niej proste, ale jest zdeterminowana, żeby opowiedzieć mi wszystko, od początku, do końca. Nie wiem jak opisać to co wtedy czułem. Jakbym był zamrożony. - potrzebuję i chcę czegoś, czego ty nie możesz mi dać. A on może.
          To nie mogło się wydarzyć, nie wierzę w to. Ale jej oczy nie kłamią, jest zdecydowana i czeka, aż w końcu coś powiem. Ale co mogę powiedzieć? Czego ona ode mnie oczekuje? Moje błogosławieństwo na drogę, by mogła odejść i być szczęśliwa z innym facetem? Nie potrafię się uśmiechnąć i powiedzieć jej, że zrozumiałem, nie mogę po prostu pozwolić jej odejść. Jak ona mogła mi to zrobić? Jak ona mogła zrobić to nam.
- Zrywasz ze mną, więc możesz być z tym innym kimś. - bardziej stwierdziłem, niż zadałem pytanie.
- Robię to, co uważam za najlepsze.
- Jasne, kończenie z nami jest lepsze. Pójście na łatwiznę jest lepsze. Świetnie! Dlaczego ja nie mogę tego tak zobaczyć? - niemalże wykrzyczałem jej w twarz. - Czego ode mnie oczekujesz, El? Że będę szczęśliwy, ponieważ znalazłaś sobie innego faceta, który nie przysparza ci tylu kłopotów? Oh, przepraszam, że cię rozczarowałem, ale jakoś nie potrafię być szczęśliwy!
- Louis, proszę. Nie musimy kończyć tego w ten sposób. - powiedziała błagalnie, a ja parsknąłem śmiechem. - Możemy dalej być przyjaciółmi...
- Przyjaciółmi? - przerwałem jej, wciąż się śmiejąc. - Naprawdę myślisz, że moglibyśmy być przyjaciółmi? Przecież mnie tutaj nie będzie, więc jak niby mamy być przyjaciółmi?
- To co innego, Lou. Naprawdę chciałeś tkwić w takim związku, jak ten?
- Tkwić?! - krzyknąłem, a mój głos rozległ się w całym mieszkaniu Eleanor. Nie wytrzymałem i teraz wszystkie moje emocje zaczęły się ujawniać, choć od początku rozmowy starałem się być spokojny. - A więc tak to widzisz? Kocham cię, naprawdę chcę z tobą być, ale nie, ty czujesz, że niepotrzebnie ze mną tkwisz! Dobrze wiedzieć!
          Próbowałem się opanować, ale to było takie ciężkie. Czułem się zraniony, rozczarowany, wkurzony, zdesperowany, sfrustrowany. Było tak wiele uczuć, które były teraz wewnątrz mnie, że mógłby je wymieniać bez końca.
- Nie kocham cię już tak samo, Louis i już nigdy więcej nie będę. Próbowałam, przysięgam, że próbowałam ale po prostu nie potrafię utrzymać moich uczuć. Ciebie tu nie było, a Nick był i po prostu ... odkochałam się w tobie.
          Nick. A więc to jest imię faceta, który ukradł mi moją dziewczynę.
- Jeśli to koniec, nie chcę zatrzymywać cię w czymś w czym nie potrafisz już dłużej zostać. Bądź szczęśliwa z Nickiem. - poczułem gorzki posmak na języku, kiedy wypowiedziałem jego imię.
- Louis, proszę, naprawdę myślę, że możemy być przyjaciółmi. Po tym wszystkim myślę, że nie powinniśmy tego tak kończyć. Proszę. - uśmiechnęła się słabo i położyła swoją dłoń na mojej. Niemal natychmiast strząsnąłem ją i wstałem, ale Eleanor dalej mówiła. - Możemy iść do Starbucks'a od czasu, do czasu, możesz opowiedzieć mi wszystko o waszej trasie. Myślę, że to będzie najlepsze także dla ciebie. I ze mną i z tobą będzie dobrze.
- Przyjaciele. - zaśmiałem się ponownie wypowiadając to słowo i odwróciłem się od niej. - Jasne, miej takie życie jak chciałaś Eleanor, ja poradzę sobie ze swoim. Żegnaj.
          Wyszedłem z mieszkania, nie czekając na jej odpowiedź i z trudem ignorując impuls by coś zniszczyć. Eleanor po prostu ze mną zerwała. Myślałem, że ją obchodziłem, a tymczasem ona przestała mnie kochać dawno temu. Znalazła kogoś innego. Kogoś lepszego. Złamała moje serce tyloma prostymi słowami.
           Nie kocham cię już tak samo, Louis i już nigdy więcej nie będę. Nie kocha mnie, bo kocha jakiegoś tam Nicka.
          Wszystkie kobiety są takie same. Nie wiem dlaczego pozwoliłem sobie myśleć, że Eleanor jest inna. Pozwalają ci uwierzyć, że cię kochają, ale zostawią cię tak szybko, jak tylko znajdą kogoś lepszego.
         W sumie jest dobrze. Nie potrzebuję dziewczyny. Nie potrzebuję miłości. Jest mi lepiej bez niej. Mam wszystko czego potrzebuję: pracę, którą kocham i przyjaciół.
          Pieprz się Eleanor, pieprzcie się wszystkie kobiety. Nie potrzebuję żadnej z was.

__________________________________________________________

No i jest prolog. Czy jestem zadowolona? Tak, bo zawarłam w nim wszystko to, co powinniście wiedzieć nim przejdziemy do początku historii - czyli rozdziałów. Przeraża mnie jednak trochę jego długość. I choć większość autorek narzeka, że napisała za krótką notkę, to ja uważam, że przesadziłam trochę z długością. Ale musiałam napisać to wszystko, żeby dobrze wprowadzić was w historię :3
Jak widać prolog mamy dwuczęściowy i od razu chcę zaznaczyć, że części te nie dzieją się w tym samym czasie. Eleanor zrywa z Louis'em jakiś czas po wygranej dziewczyn.
A te odnośniki na początku każdej części to linki do piosenek przy których to pisałam. 
Cóż, co mogę więcej powiedzieć ... do pierwszego!
xoxox
wasza Faith Fay