poniedziałek, 27 stycznia 2014

Prologue

Jeden wielki pisk - czyli sławo, oto nadchodze!


http://www.youtube.com/watch?v=KlxoG9gNZU4
          - A zwycięzcą X Factor'a w roku 2011 jest ...
Czuliście kiedyś jak wasze serce lata wam od żołądka do gardła i od żołądka do gardła i znowu od żołądka do gardła? Tak jakbyście właśnie co najmniej przebiegli maraton, poganiani przez goniące was ... no nie wiem, wygłodniałe dziki (powiedziałabym wściekłe psy, ale to by było zbyt... przewidywalne, no wiecie mało oryginalne)? Zabawne jest to że stoję w miejscu i jedynym wysiłkiem fizycznym jaki wykonuję jest ściskanie za rękę Tulisy i osoby stojącej po mojej lewej stronie.
          Właściwie nawet nie zauważyłam, że to jest Leigh. Wpatrywała się w czubki swoich butów i choć nie robiła tego przez cały dzień, to nagle musiały stać się one wyjątkowo interesujące. Nie mogąc pocieszyć się jej spojrzeniem, które powinno wyrażać jakieś motywujące przesłanie, uścisnęłam mocniej jej dłoń, by choć trochę załagodzić tępy ból, bo moje serce właśnie odbiło się od żołądka niczym od trampoliny i powędrowało w stronę mojego gardła.
          Wracając, do pytania początkowego- wiecie jakie to jest uczucie? Tak cholernie nieprzyjemne, że masz ochotę zwymiotować to serce, najlepiej razem z żołądkiem i przełykiem. I mało Cię wtedy obchodzi, czy twój układ pokarmowy będzie kompletny, co będzie przesuwało pokarm i co wstępnie strawi białka. Chociaż zaraz, skoro o tym myślę, to chyba znaczy, że mnie to obchodzi?
          Zaraz, zaraz czy abym nie powiedzieli kto jest zwycięzcą i tylko ja głupia nie usłyszałam bo rozmyślałam o procesie odżywiania? Chyba nie, bo wszyscy dalej siedzieli w ciszy i wpatrywali się w prowadzącego, który oczywiście musi przed ogłoszeniem wyników zrobić masakrycznie długą przerwę, żeby budować dramatyczne napięcie. Gościu, nie widzisz, że jest już tak dramatycznie, że zaraz zwrócę mój ostatni posiłek i kilka narządów z mojego układu pokarmowego?!
          Ciekawa jestem ile czasu minęło. Może minuta, dwie, kilkanaście... Pobyt w programie minął równie szybko. Pamiętam jak połączyli nas w grupę, jak dostałyśmy się do występów na żywo. Nasze wzloty jak przejście do finału i wygranie półfinału.
          I nasze upadki.
          Jak dziewczyny nauczyły mnie wstawiać samodzielnie pranie. 
Tak wiem, to dziwne żeby w moim wieku tego nie potrafić. I właśnie dlatego zaliczam to do upadków, a nie do wzlotów, chociaż swoją drogą to był mój życiowy sukces!
          Kiedy Perrie spadła ze skrzyni przed śpiewaniem E.T. na żywo.
Cóż, to było dość zajebiste uczucie, zaraz masz występ na żywo, a twoja przyjaciółka tak po prostu zalicza epicką glebę. A potem jeszcze nie odbiera bodźców z otoczenia. Sytuacja została okrzyknięta potem najbardziej żenującym momentem w życiu blondynki, plasując się w rankingu zaraz przed tym, kiedy spadała ze schodów, bo pisała SMS-a.
          Doprowadzenie Jesy do stanu wściekłości absolutnej bekaniem prosto w jej twarz.
No akurat to było zabawne! W sumie właśnie, było dopóki nie zastanowiłyśmy się nad głębszym sensem tej operacji. Ale oczywiście zanim zaczęłyśmy myśleć, co swoja drogą zdarza nam się wyjątkowo rzadko, Jesy zdążyła już nabrać żądzy mordu.
          A teraz stoimy w niepewności, przyglądając się swoim butom lub rozglądając się nie pewnie dookoła i czekamy na wyniki. Zaszłyśmy tak daleko, nie chcę teraz wracać do domu. Nie chcę zostawiać dziewczyn po tym wszystkim co razem przeszłyśmy. Ale jeszcze bardziej nie chcę stać tu w niepewności, bo czuję się jak idiotka kiedy wszyscy na mnie patrzą, a ja muszę stać jak głupia i czekać. W dodatku jeszcze do mnie nie dociera, że to, co za chwilę ogłoszą odeśle mnie do szarej monotonni codzienności, w której udział w programie będzie snem małej dziewczynki, marzeniem, które nigdy się nie spełniło albo zmieni moje życie nie do poznania.
- Little Mix!
          Pisk, który dobiegł w tej chwili do moich uszu była tak ogłuszający, że miałam ochotę zatkać je i skrzywić się, jak po wypiciu szklanki wódki. Zaraz, zaraz powiedzieli Little Mix?! O w mordę jeża chyba wygrałyśmy! Złapałam się za głowę, chcą zacząć wyrywać z niej włosy, a moje usta otworzyły się w niemym okrzyku.
          Nie było mi dane jednak przejść do umartwiania mojej głowy i włosów, gdyż po chwili zostałam pochwycona do wspólnego uścisku na "misia". Przed tym jak mimowolnie z moich oczu popłynęły łzy szczęścia ujrzałam że uwiesiłam się z jednej strony na Jesy, a z drugiej na Leigh stykając się tym samym głową z Perrie, na której twarzy widziałam ogromnego banana.
          Po chwili pogubiłam się kogo tulę, dlaczego płaczę skoro to jeden z najlepszych dni w moim życiu i czy prowadzący podtyka mi właśnie mikrofon, bo chce żebym coś powiedziała. Słyszałam jak Leigh krzyczy obok mnie: O mój Boże, o mój Boże! Chyba nie była świadoma, że mówi do mikrofonu i jej głos słychać na całej sali. Po Leigh ja zaczęłam przez łzy mówić jak to dziękujemy wszystkim, którzy nas wspierali i jakie jesteśmy szczęśliwe, ale robiłam to tak chaotycznie, że prowadzący postanowił z powrotem sam przejąć inicjatywę. Zaczął rozmawiać z Markusem, który zajął ostatecznie drugie miejsce, zaraz za nami. Właśnie zaraz za nami. Jak to cudownie brzmi, prawda?!
          Po chwili utonęłam w potoku słów, które wyrzucała każda z naszej czwórki, a po chwili przerodziło się to w jeden wielki pis zwycięstwa. Ponownie zaczęłyśmy się ściskać i nie wiedziałam już, kto jest obok mnie, czyja ręka mnie obejmuje, kto drze mi się do ucha i kto szlocha łzami szczęścia w moje ramię.
- To jest wasz zwycięski singiel, wasz debiut. Jak się czujecie?
Dopiero po chwili zorientowałam się, że to prowadzący znów do nas podszedł i trzymał w ręku płytę. O matko, on trzymał w ręku płytę z naszym singlem! Na jego widok ja i Leigh padłyśmy sobie w ramiona bo byłyśmy najbliżej siebie, Perrie i Jesy znów zaczęły powtarzać: O mój boże! i mamrotać coś w stylu: To niemożliwe!, a nasza mentorka Tulisa chwyciła, a wręcz wyrwała prowadzącemu płytę i zaczęła wymachiwać nią jak dziecko, które pokazuje rodzicom nową zabawkę od Świętego Mikołaja. Usłyszałam jak ktoś jeszcze raz powiedział do mikrofonu Dobry Boże, a potem prowadzący zapowiedział:
- Jesteście gotowe by zaśpiewać jeszcze raz dzisiejszego wieczoru? Panie i panowie oklaski dla Little Mix!
          Zadziwiająco szybko zostałyśmy na scenie same, a na sali zrobiło się cicho. Powoli, bojąc się, że głos zacznie mi drżeć od nadmiaru emocji i łez zaczęłam:

There’s still a little bit of your taste in my mouth.
There’s still a little bit of you laced with my doubt.

Tutaj, czując jak Jesy mocniej ścisnęła moją rękę, zaśpiewałam już pewniej i uśmiechnęłam się przy tym:

It’s still a little hard to say what’s going on.

Perrie, obejmowana przez Leigh zaczęła śpiewać dalszą część zwrotki, spoglądając przy tym na każdą z nas po kolej i nie pomijając żadnej przy obdarowywaniu promienny uśmiechem:

 There’s still a little bit of your ghost, your witness.
There’s still a little bit of your face, I haven’t kissed.
You step a little closer each day.
That I can’t say what’s going on.


Ostanie słowa, co się dzieje po prostu powiedziała do mikrofonu powodując wybuch śmiechu przez cztery idiotki, które właśnie stały na scenie i wygrały. Nasz chichot godny ludzi zbiegłych z psychiatryka rozniósł się po sali, a po chwili z trudem się opanowując zaczęłyśmy refren:

Stones taught me to fly.
Love taught me to lie.
Life taught me to die.
So it’s not hard to fall.
When you float like a cannonball.


Gdy przyszedł czas na Leigh tłum podniósł ręce i zaczął się kołysać. Kątem oka spostrzegłam, że Tulisa robi to samo, co tylko poszerzyło banana na mojej twarzy:

There’s still a little bit of your song in my ear.
There’s still a little bit of your words, I long to hear.

 
You step a little closer to me.
So close, I can´t see what’s going on.



Jesy zakończyła swoją część zwrotki przeciągłym Whoaooo powitanym okrzykiem przez publiczność.


Stones taught me to fly.
Love taught me to lie.
So come on courage, teach me to be shy.
’Cause it’s not hard to fall.
When you know that you just don’t know.


Drżącym głosem zaśpiewałam moją ostatnią partię piosenki, szczęśliwa jak nigdy bo w końcu dotarło do mnie, to co stało się przed chwilą.

 Stones taught me to fly.
Love taught me to lie.


So come on courage, teach me to be shy.
’Cause it’s not hard to fall.
When you float like a cannonball.



         Nie dane nam było dokończyć refren ponieważ na scenę wypadli pozostali uczestnicy programu i po chwili utonęłam w morzy uścisków krzyków i kolorowego confetti. Co jakiś czas było słychać głośniej czyjś krzyk, gdy wydarł się do mikrofonu, a w tle usłyszałam jak piosenka leci dalej, ale nie obchodziło mnie to. Wzrokiem odszukałam blond szopę Perrie i rzuciłam się na nią z piskiem godnym zakupoholiczki, która ujrzała wyprzedaż co najmniej o pięćdziesiąt procent. Po chwili leżałyśmy na podłodze drąc się, czochrając sobie włosy i uważając by nie zostać nadepnięte przez tłum nóg naokoło nas. Po chwili jęknęłyśmy, gdy poczułyśmy na sobie żywy ciężar w postaci Leigh, a następnie wydarłyśmy się gdy skoczyła na nas już nie tak lekka Jesy. Po chwili byłyśmy już tylko plątaninom rąk, nóg i głów, w której nie można nic odróżnić o siebie ale dalej śmiałyśmy się jak idiotki, którymi niewątpliwie byłyśmy.
- Dziewczyny, czemu się śmiejemy, to przecież poważna sytuacja!
- Wszystkie skończymy w psychiatryku!
- Oby tylko w jednym!
          Gdy zamknęłam powieki, przed oczami pojawił mi się widok plaży w Los Angeles i ogromy napis Hollywood. Tak świecie, przygotuj się dobrze.
          Przygotuj się, nadchodzę ja - Jade Thirlwall.

_________________________________________________

http://www.youtube.com/watch?v=dpmAY059TTY
          - Louis, musimy porozmawiać. - powiedziała po chwili milczenia Eleanor. Taa super, tyle to i ja wiedziałem. Przecież przyjechałem do się z nią zobaczyć, ponieważ powiedziała, że ma mi coś ważnego do powiedzenia. Jakaś część mnie bała się tej rozmowy, ponieważ od jakiegoś czasu nie było między nami tak wspaniale jak dawniej. Ale jakaś część mnie mówiła, że Eleanor chce porozmawiać, ponieważ właśnie wróciłem z trasy i się stęskniła. Tak, to na pewno dlatego. Porozmawiamy i wszystko będzie w jak najlepszym porządku. Wszystko będzie jak dawniej.
- Możesz mi powiedzieć wszystko - stwierdziłem zgodnie z prawdą. Uwielbiałem jej głos. Pewnie dlatego nie przeszkadzało mi, że Eleanor była gadułą, jak ja. Dla mnie mogła mówić godzinami, a ja godzinami mogłem jej słuchać.
- Na początku chcę żebyś wiedział, że walczyłam o nas, Lou, naprawdę robiłam wszystko co w mojej mocy. Ale... ale to mnie przerosło.
Nie odpowiedziałem jej. Po prostu wpatrywałem się w nią i czekałem, aż będzie kontynuować.
- Na początku byliśmy idealni. Myślałam, że możemy pokonać wszystko, że nie ma rzeczy, która może stanąć pomiędzy nami. Byłam przekonana, że nasza miłość jest silniejsza, ale... myliłam się. 
          Zdrętwiałem, próbując zrozumieć sens wypowiedzianych przez nią słów, próbując zrozumieć do czego zmierza. Do czego zmierza z nami.
- Odległość nas przerosła. Twój świat mas przerósł. Zaczęłam studiować i nikt z moich przyjaciół nie ma takiego problemu, jak ten. Wszyscy, którzy są w związkach nie muszą martwić się o rzeczy, o które my musimy. Oni mogą być razem codziennie, w każdy weekend, a my? Przy odrobinie szczęścia mogę cię zobaczyć raz na trzy miesiące.
- Ale teraz byliśmy w trasie. Teraz jesteśmy tutaj i ...
- Ale będą następne trasy. I wiele innych. Teraz jesteś tutaj, ale nie będziesz tutaj bardzo długo, prawda? Znowu będę samotna. Wiem, że to brzmi samolubnie, ale potrzebuję ciebie tutaj. Potrzebuję ciebie przy sobie, a ciebie nie ma.
          Czuję, że moje serce się zatrzymało.
          Chciałem jej powiedzieć, że się myli, że to nie tak, ale nie mogłem, po prostu nie mogłem. Wiedziałem, że ona ma rację. Teraz jestem tutaj i prawdopodobnie zostanę przez najbliższe dwa miesiące, ale potem znów wyjadę. Zawsze jest jakieś miejsce, inny kraj to odwiedzenia. Moje życie jest ciągłą drogą która nie zatrzymuje się na długo, o ile w ogóle się zatrzymuje tutaj, w Manchesterze.
- Spotkałam kogoś, Louis. Nie! Nie zdradziłam cię, nic takiego między nami nie zaszło, więc nie patrz na mnie takim wzrokiem. Studiujemy ten sam kierunek i czasami mamy razem zajęcia. Kilka miesięcy temu powiedział mi, że chciałby być kimś więcej niż tylko przyjacielem. Powiedziałam mu, że jestem z tobą, a kiedy on zapytał gdzie w takim razie jesteś w tym momencie uświadomiłam sobie wszystko. Kiedy on mi powiedział, że mógłby być ze mną, naprawdę ze mną, uświadomiłam sobie jak bardzo tego potrzebuję. Louis - popatrzyła mi w oczy i zobaczyłem, że to całe wyznanie nie jest dla niej proste, ale jest zdeterminowana, żeby opowiedzieć mi wszystko, od początku, do końca. Nie wiem jak opisać to co wtedy czułem. Jakbym był zamrożony. - potrzebuję i chcę czegoś, czego ty nie możesz mi dać. A on może.
          To nie mogło się wydarzyć, nie wierzę w to. Ale jej oczy nie kłamią, jest zdecydowana i czeka, aż w końcu coś powiem. Ale co mogę powiedzieć? Czego ona ode mnie oczekuje? Moje błogosławieństwo na drogę, by mogła odejść i być szczęśliwa z innym facetem? Nie potrafię się uśmiechnąć i powiedzieć jej, że zrozumiałem, nie mogę po prostu pozwolić jej odejść. Jak ona mogła mi to zrobić? Jak ona mogła zrobić to nam.
- Zrywasz ze mną, więc możesz być z tym innym kimś. - bardziej stwierdziłem, niż zadałem pytanie.
- Robię to, co uważam za najlepsze.
- Jasne, kończenie z nami jest lepsze. Pójście na łatwiznę jest lepsze. Świetnie! Dlaczego ja nie mogę tego tak zobaczyć? - niemalże wykrzyczałem jej w twarz. - Czego ode mnie oczekujesz, El? Że będę szczęśliwy, ponieważ znalazłaś sobie innego faceta, który nie przysparza ci tylu kłopotów? Oh, przepraszam, że cię rozczarowałem, ale jakoś nie potrafię być szczęśliwy!
- Louis, proszę. Nie musimy kończyć tego w ten sposób. - powiedziała błagalnie, a ja parsknąłem śmiechem. - Możemy dalej być przyjaciółmi...
- Przyjaciółmi? - przerwałem jej, wciąż się śmiejąc. - Naprawdę myślisz, że moglibyśmy być przyjaciółmi? Przecież mnie tutaj nie będzie, więc jak niby mamy być przyjaciółmi?
- To co innego, Lou. Naprawdę chciałeś tkwić w takim związku, jak ten?
- Tkwić?! - krzyknąłem, a mój głos rozległ się w całym mieszkaniu Eleanor. Nie wytrzymałem i teraz wszystkie moje emocje zaczęły się ujawniać, choć od początku rozmowy starałem się być spokojny. - A więc tak to widzisz? Kocham cię, naprawdę chcę z tobą być, ale nie, ty czujesz, że niepotrzebnie ze mną tkwisz! Dobrze wiedzieć!
          Próbowałem się opanować, ale to było takie ciężkie. Czułem się zraniony, rozczarowany, wkurzony, zdesperowany, sfrustrowany. Było tak wiele uczuć, które były teraz wewnątrz mnie, że mógłby je wymieniać bez końca.
- Nie kocham cię już tak samo, Louis i już nigdy więcej nie będę. Próbowałam, przysięgam, że próbowałam ale po prostu nie potrafię utrzymać moich uczuć. Ciebie tu nie było, a Nick był i po prostu ... odkochałam się w tobie.
          Nick. A więc to jest imię faceta, który ukradł mi moją dziewczynę.
- Jeśli to koniec, nie chcę zatrzymywać cię w czymś w czym nie potrafisz już dłużej zostać. Bądź szczęśliwa z Nickiem. - poczułem gorzki posmak na języku, kiedy wypowiedziałem jego imię.
- Louis, proszę, naprawdę myślę, że możemy być przyjaciółmi. Po tym wszystkim myślę, że nie powinniśmy tego tak kończyć. Proszę. - uśmiechnęła się słabo i położyła swoją dłoń na mojej. Niemal natychmiast strząsnąłem ją i wstałem, ale Eleanor dalej mówiła. - Możemy iść do Starbucks'a od czasu, do czasu, możesz opowiedzieć mi wszystko o waszej trasie. Myślę, że to będzie najlepsze także dla ciebie. I ze mną i z tobą będzie dobrze.
- Przyjaciele. - zaśmiałem się ponownie wypowiadając to słowo i odwróciłem się od niej. - Jasne, miej takie życie jak chciałaś Eleanor, ja poradzę sobie ze swoim. Żegnaj.
          Wyszedłem z mieszkania, nie czekając na jej odpowiedź i z trudem ignorując impuls by coś zniszczyć. Eleanor po prostu ze mną zerwała. Myślałem, że ją obchodziłem, a tymczasem ona przestała mnie kochać dawno temu. Znalazła kogoś innego. Kogoś lepszego. Złamała moje serce tyloma prostymi słowami.
           Nie kocham cię już tak samo, Louis i już nigdy więcej nie będę. Nie kocha mnie, bo kocha jakiegoś tam Nicka.
          Wszystkie kobiety są takie same. Nie wiem dlaczego pozwoliłem sobie myśleć, że Eleanor jest inna. Pozwalają ci uwierzyć, że cię kochają, ale zostawią cię tak szybko, jak tylko znajdą kogoś lepszego.
         W sumie jest dobrze. Nie potrzebuję dziewczyny. Nie potrzebuję miłości. Jest mi lepiej bez niej. Mam wszystko czego potrzebuję: pracę, którą kocham i przyjaciół.
          Pieprz się Eleanor, pieprzcie się wszystkie kobiety. Nie potrzebuję żadnej z was.

__________________________________________________________

No i jest prolog. Czy jestem zadowolona? Tak, bo zawarłam w nim wszystko to, co powinniście wiedzieć nim przejdziemy do początku historii - czyli rozdziałów. Przeraża mnie jednak trochę jego długość. I choć większość autorek narzeka, że napisała za krótką notkę, to ja uważam, że przesadziłam trochę z długością. Ale musiałam napisać to wszystko, żeby dobrze wprowadzić was w historię :3
Jak widać prolog mamy dwuczęściowy i od razu chcę zaznaczyć, że części te nie dzieją się w tym samym czasie. Eleanor zrywa z Louis'em jakiś czas po wygranej dziewczyn.
A te odnośniki na początku każdej części to linki do piosenek przy których to pisałam. 
Cóż, co mogę więcej powiedzieć ... do pierwszego!
xoxox
wasza Faith Fay
           

10 komentarzy:

  1. Aż nie wiem od czego zacząć...
    Wygrana LM była taka sama, jak w rzeczywistości, dzięki czemu łatwo sobie ją wyobraziłam, przypominając tę chwilę, gdy dziewczyny naprawdę były w XF.
    + Bardzo mi się podoba dokładność, z jaką ją opisałaś.
    Przechodząc do zerwania Elounor...
    Myślę, że idealnie ujęłaś słowa El, podczas tej rozmowy.
    Długość tej notki może rzeczywiście jest nieco dłuższa, niż można się spodziewać po prologu ale dobrze mi się go czytało ;)
    Z niecierpliwością czekam na pierwszy rozdział xxx.

    OdpowiedzUsuń
  2. AWWWWW *________________*
    To było takie... vwirefbvneirudfjvniugrfbnm *_____________________*
    Kochana, piszesz cudownie i po prostu no... Po tym, co mi nagadałaś, byłam przygotowana na najgorsze, a Ty to tak idealnie wszystko...
    UGH... Jestem dzisiaj taka nieskładna :3
    Dopppsz... Cudowna notka i czekam, czekam, czekam na następne <3
    LUV YA!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli szukasz zwiastunu na swojego bloga zajrzyj tutaj:
    zwiastuny-na-blog48.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Najlepszy prolog jaki w życiu czytałam, świetnie opisałaś wygraną LM, zerwanie Elenaor i Louisa świetnie opisane, masz talent nie mogę doczekać nie następnego, mogłabyś mnie informować o nowych notkach?

    W wolnych chwilach wpadnij do mnie i zostaw komentarz:
    http://i-promise-that-i-will-remember.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Może początek prologu nie jest najlepszy ale całość jest wręcz idealna. Jedyne co mi mogło się nie podobać to Eleanor w opowiadaniu, ale nie dlatego że jestem LS, bo serio nie mam nic do Eli, ale jakoś nie lubię o niej czytać, hm... Świetnie opisałaś scenę wygrania dziewczyn z LM, napięcie jakie w sobie czułam było pewnie podobne do tego, które czułabym będąc z dziewczynami od początku, od wygranej :D Opowiadanie ogólnie może okazać się ciekawe, dlatego będę wdzięczna jeśli będziesz informować mnie o kolejnych rozdziałach :)

    I przy okazji zapraszam do siebie, piszę ff o Zaynie więc myślę że cię to zainteresuje :) Pozdrawiam.

    sidla-bezsilnosci.blogspot.com
    Zapraszam x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może cię pocieszę informując cię, że El więcej nie pojawi się w opowiadaniu i Louis ma nawet dla niej bardzo hmmm... "interesujące" przezwisko żeby do końca opowiadania nie używać jej imienia :D
      Ale cieszę się, że ci się podoba ^^

      Usuń
  6. Opowiadanie jest naprawdę dobrze napisane, raczej nie mam się do czego przyczepić. Podoba mi się fabuła i pomysł na rozwinięcie jej, przy czym wykreowanie bohaterów jest po prostu świetne. Już nie mogę się doczekać rozdziału, bo to na pewno będzie świetna historia. <3

    http://decoded-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Podoba mi się oryginalność, bo rzadko się ją spotyka w blogach z 1D. A szablon jest BOSKI!

    OdpowiedzUsuń
  8. Znalazłam tego bloga w jakimś spisie i... jest po prostu świetny. Szablon, wygląd, treść i ty... wszystko jest po prostu idealne. Na razie przeczytałam dopiero prolog, ale na pewno przejdę do pierwszego rozdziału :)
    Kiedy czytałam część, w której dziewczyny z LM wygrały X-Factor po prostu zaczęłam płakać. Nie wiem dlaczego, chyba po prostu... bardzo się wczułam. Każde słowo, które napisałaś jest po prostu idealne ♥
    Przeczytałam, rozpłakałam się, ogarnęłam i przeszłam do drugiej części. Na nic były moje starania, żeby powstrzymać potok łez, bo to co napisałaś było po prostu piękne. To jak oddałaś uczucia Louisa i słowa Eleanor... Po prostu MI-STRZO-STWO! ^^
    Na pewno pozostanę tu na długo :) I choć nie piszę nawet w połowie tak dobrze jak ty, serdecznie zapraszam na mojego bloga. Również jest o Louisie, ale zalicza się do Fantasy, więc jeśli miałabyś ochotę, to jesteś mile widziana i twoja opinia również :)
    Pozdrawiam serdecznie i do pierwszego, pod którym również na pewno ujrzysz mój komentarz :D

    Link do bloga --> http://my-magic-world-forever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow... nie wiedziałam, że aż tak się powtarzam XD Siedem razy "po prostu", to chyba mój rekord! No PO PROSTU szok! XD

      Usuń